poniedziałek, 21 października 2013

#prolog

             Biegłem przez las. Za każdym razem kiedy stawiałem nogę na nierównym gruncie potykałem się o jakieś gałęzie. To właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że mimo służby w wojsku, a potem policji mam strasznie słabą kondycje. Musiałem przystanąć. Wziąłem kilka wdechów, chcąc zapomnieć o zdarzeniach, które miały miejsce jakieś parę godzin temu. Wciąż widziałem... Ją, jej wbrew pozorom spokojną twarz. Usłyszałem strzał, znów ruszyłem przed siebie. Jeszcze nigdy coś co kocham nie sprawiło mi takiego bólu. Ktoś ponownie wystrzelił. Przyśpieszyłem. Uciekałem... Przed "ktosiem", przed strachem, przed samym sobą. Traciłem siły. Musiałem się zatrzymać. Nie wiem ile siedziałem pod tym pieprzonym drzewem. Nie wiem, kiedy zgasła we mnie wola walki, nie wiem czemu nie ruszyłem się z miejsca, kiedy zobaczyłem jego twarz między drzewami. Było ciemno. Miał w ręku mój pistolet. Głupio będzie jak zginę z własnej broni. - To ostatnie o czym zdołałem pomyśleć. Potem był już tylko ból, żal, nienawiść i nadzieja, że to całe zło wkrótce się skończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz